Wzdychać każdy może.

O tym co zrobić, żeby nasze zastygnięte ciała odżyły, o odmowie przyjmowania leków uspokajających i  wzdychaniu w samochodzie, czyli ciąg dalszy rozmowy z fizjoterapeutką, propagatorką bioenergetyki Lowena, MARZENĄ BARSZCZ*.

Monika Zakrzewska-Blauth: Większość terapii skupia się na rozmowie i zmianie myślenia. I Ty i ja pracujemy z ludźmi bardziej przez ciało. Co metoda Lowena, którą stosujesz, zaleca do ożywiania ciała, do budowania z nim dobrej relacji. Bez pomocy terapeuty. Samemu.
Marzena Barszcz: Na początku był oddech :). Od niego można rozpocząć pracę własną. Proponuję WZDYCHANIE.

Człowiek chce zrobić coś ze swoim ciałem i życiem, a ma zacząć od wzdychania? Nie brzmi to poważnie.
Ma zacząć od czegoś, co go przywróci do ciała. Wzdychanie jest dostępne dla każdego. Mówię tu o dłuuugim, głęboookim wzdychaniu z dźwięęękiem. Chodzi o to, żeby ruszyć przeponę, brzuch, otworzyć gardło, poruszyć struny głosowe. Usłyszenie własnego dźwięku jest bardzo ważne!
Warto też jednocześnie słyszeć swoje myśli w reakcji na dźwięk: jak mi jest z tym głupio, jak się tego wstydzę, jakie to nienaturalne, a po co mam to robić itp. Obserwować wszystkie obrony i reakcje, jakie ujawniają się po zwykłym westchnięciu. Dzięki temu dowiadujemy się o sobie więcej. Zyskujemy większą świadomość.
Niby nic – wzdychanie – ale biorąc oddech, zabieramy dla siebie więcej przestrzeni, JESTEŚMY BARDZIEJ. Kiedy wydajemy dźwięk, nasze uczucia i myśli przestają być ‘do środka’ i przestają być anonimowe.
Czyli zwykłym wzdychaniem robimy coś takiego: JESTEM. MAM PRAWO. STANOWIĘ.

Brzmi prosto.
Okazuje się jednak, że wzdychanie jest trudne. Moi pacjenci mówią, że kiedy zaczynają wzdychać, słyszą od otoczenia – czy się męczysz ze mną? smutna jesteś? coś się stało? co tak sapiesz? Czyli kulturowo, wszystko co idzie spontanicznie z ciała jest podejrzane. Jak pies wzdycha, przeciąga się czy jęczy nikt się temu nie dziwi. A nam się dziwią.

Słabe jest, że nie tylko kultura, ale i zachodnia medycyna wspomaga zatrzymywanie spontanicznych reakcji z ciała.
Masz katar? Zjedz tabletkę i nie kichaj. Masz biegunkę? Weź pigułkę. Wszędzie się czopujemy. Wszędzie sobie korkujemy. Jak zdarza się jakaś traumatyczna historia, na przykład wypadek drogowy i ktoś zaczyna płakać, krzyczeć albo, nie daj boże, trzęsie się, to podaje się leki, by go uspokoić! A przecież to, co się dzieje, jest naturalnym mechanizmem odreagowania! Kiedy człowiek śmiertelnie się wystraszy, następuje skurcz w ciele. Więc musi nastąpić również rozkurcz i wszystko co za tym idzie: wyrzut hormonów, które w naturalny sposób przyspieszą bicie serca, wzrośnie ciśnienie krwi, rozszerzą się źrenice, a potem ciało wpadnie w drganie. Zaczną trząść się ręce, zmiękną kolana, przyjdzie płacz, być może pojawią się mdłości. I dobrze! To wszystko jest po to, żebyśmy potem nie chorowali! Po to, żeby nie śnić przez rok koszmarów!

Czyli nie tamujmy naturalnych mechanizmów odreagowania.
Jeśli spotka cię coś stresującego, traumatycznego w życiu, to REAGUJ! Jeśli to niemożliwe w momencie, w którym się to dzieje, to po powrocie do domu płacz, krzycz, mów, że to nie fair, tup, trzęś się, wzdychaj. Zadbaj o to. Ten czas potrzebny jest twojemu ciału, żeby odreagować! Potrzebny, żeby twój układ nerwowy, zwłaszcza wegetatywny, wrócił do naturalnej dynamiki akcji-reakcji-spokoju.

Takie odreagowanie może dotyczyć nie tylko traumy, ale możemy je robić codziennie na zasadzie higieny emocjonalnej. 
Profilaktycznie zaleciłabym wzdychanie 50 razy dziennie. Dodatkowo – co godzinę – porządne westchnięcie jako przywołanie do siebie: jak tam ze mną? Jak otwierasz usta, otwierasz też krocze, barki opadają. Wzdychanie to najlepszy reset dla układu nerwowego, a przez to dla układu mięśniowego. I za paręnaście sekund możesz działać dalej.

Dlaczego nie wzdychamy? Nawet kiedy jesteśmy smutni przychodzi nam to z trudem.
Bo byśmy się rozpłakali. Kiedy puścimy swobodnie żuchwę, gardło, brzuch, staniemy się miękcy i pojawią się uczucia. A my chcemy je kontrolować. Dlatego jeśli czujemy coś niepokojącego w środku, to zaciskamy usta, spłycamy oddech, żeby czuć mniej i zatrzymać to co jest. Zatrzymywanie nie jest zdrowe. Nawet na takim podstawowym, fizjologicznym poziomie po prostu ogranicza dostęp tlenu dla komórki. Czyli odbierając sobie możliwość reagowania, wzmacniamy wpływ stresu na organizm, wręcz go utrwalamy.

Dla mnie świetnym miejscem na wzdychanie jest samochód.
W samochodzie możemy robić też kolejne proste ćwiczenie, czyli pracę z własnym głosem. Codzienne WYDAWANIE DŹWIĘKÓW.

Wydawanie dźwięków naturalnie pojawia się za wzdychaniem.
Możemy zaczynać od wzdychania, o którym mówiłyśmy, albo od przeciągania się z dźwiękiem. Generalnie chodzi o wydawanie naturalnych dźwięków. Potem oczywiście mogą one przejść w mowę. Czyli kiedy jestem smutna, to zwykle myślę o tym, że jestem smutna. Może nawet pociekną mi łzy. Zachęcam wtedy do doświadczenia czegoś nowego: powiedz głośno – jestem naprawdę smutna – to całkowicie zmienia dynamikę smutku.

Co to znaczy?
Smutek przestaje być doświadczeniem wewnętrznym i odseparowanym nawet od kontaktu z samym sobą. Staje się doświadczeniem wewnętrzno-zewnętrznym, czyli – jestem smutna, płaczę, przyznaję się do tego przed samą sobą. W związku z tym mogę się sobą zająć, być w kontakcie, mogę zapłakać. Mogę tym samym dać innym znać, że czegoś potrzebuję.
Wydaje nam się, że mamy się złościć czy smucić po to, żeby to potem przemyśleć. Uczucia są po to, żeby je przeżywać. W sprawie ekspresji uczuć bądźmy jak nasze dzieci albo psy.

Co się dzieje, jeśli czujemy złość?
Najczęściej mamy na ten temat gonitwę różnych myśli: odwetowych, fantazyjnych – co odpowiem, co zrobię następnym razem. Niestety poza bólem głowy nic z tego nie wynika. Co można zrobić? Powiedzieć głośno –’ jak on śmiał, co za kretynka, to nie było w porządku!’ Oczywiście nie zachęcam do publicznego wyrażania, bo nie o to chodzi. Pomóc może  wyrażenie uczuć w zgodzie z ich dynamiką przed samym sobą.

Możemy zrobić coś jeszcze, oprócz przyznania głośno przed sobą?
Krok pierwszy – przyznaję przed sobą – jestem wściekła. Wbrew pozorom to bardzo potężne narzędzie. Zdejmuje z nas jakieś 30 procent energii złości. To dużo. Daje przestrzeń na kolejny krok. Na rozwiązywanie tej złości.
Krok drugi – mogę zrobić coś na zewnątrz – krzyknąć i usłyszeć. To proste rzeczy. Jak się uderzysz w kolano, po powiedz ‘auaa’. Wyraź ten ból, po prostu walnęłaś się w kolano, to naprawdę boli! Wydaj dźwięk.

Wielu ludziom trudno wydać niekontrolowany, mocny dźwięk. Mamy poblokowane, nieużywane gardła.
Do tego równie trudno jest usłyszeć swój dźwięk i nie poczuć się upokorzonym, zawstydzonym czy idiotą. W sprawie dźwięku jesteśmy podwójnie spętani. Gardło zablokowane, bo nie wolno nam było się wyrażać. Nauczyliśmy się więc połykać. Ruch do środka. Z drugiej strony trudno jest usłyszeć siebie, bo uruchamiamy wtedy oceny na temat różnych zachowań.
Ale zapewniam, że dwie, trzy minuty nazywania rzeczy po imieniu na głos i sprawy zaczynają się zmieniać.

Czyli wzdychanie, wydawanie dźwięków, co dalej?
Dalej ZIEWANIE. Nie mówimy o ziewaniu w kontekście snu czy znudzenia, ziewaniu półgębkiem. Mówimy o prawdziwym ziewaniu, całą paszczą i oczywiście z dźwiękiem. Co nam to daje? Więcej tlenu, rozciąga żwacze, otwiera staw skroniowo-żuchwowy, relaksuje, resetuje. Często ludzie na jodze ziewają, bo puszcza im ciało. Ciało mówi: jestem, jeszcze chcę tlenu, a może dźwięku również.
To są rzeczy, które możemy robić ciągle w trakcie dnia. Podstawowa higiena układu nerwowo-mięśniowego.

Dla mnie na ćwiczeniach Lowena wielkim odkrycie było, że głowa to też ciało  Jak pomagać głowie, żeby ją odciążyć ?
Głowa w naszej kulturze jest nacechowana myślowo. A to nieprawda. Głowa jest bardzo czuciowa i ma swoje potrzeby. Jak kot się łasi, zawsze pcha się z głową. Nasze głowy potrzebują, by je odciążyć od myślenia i potraktować czuciowo. A do tego świetne jest UZIEMIANIE GŁOWY.

Czym jest uziemianie?
Uziemianie kojarzone jest zwykle z nogami: stoję pewnie na własnych nogach, na ziemi, która mnie wspiera. Czuję stopy i wiem jak ich użyć. Wiem też, że jest coś pod stopami, co mnie utrzyma. Tak wygląda uziemienie z poziomu dorosłego.
Natomiast uziemianie z poziomu dziecka ma miejsce… przez głowę właśnie. Dziecko swój kontakt z ziemią, bliskość, bezpieczeństwo zaczyna przez czucie głową piersi swojej mamy. Mamy często mówią – no nie ssie, ale chce być przy piersi. No pewnie, że chce.

Jak możemy uziemiać głowę?
Możemy posadzić przed sobą partnera, zejść na czworaka i dotykać głową jego pleców. Czuć swoją głowę, twarz, zaciągnąć się powietrzem, czuć to wszystko. A jeśli nie mamy kogoś zaufanego w domu, to możemy użyć oparcia miękkiej kanapy. Oddech-oparcie-dźwięk. Ze świadomością – jakie to dla mnie jest? Może lodowate, może chcę wejść w te plecy, może chcę tylko się oprzeć i tak zostać. Obserwować co wychodzi z tego kontaktu. Jak boli głowa, też dobrze ją uziemić.

A uziemiać stopy też możemy sami w domu.
Na początek dobre będzie TUPANIE. Chodzi o to, żeby poczuć stopy. Jak dodamy do tego tupania dźwięk, będzie super. Każdemu mogę też zalecić inne proste ćwiczenie:
Stań, zegnij ramiona w łokciach i na przemian energicznie odchylaj je w tył, próbując zrzucić coś z pleców. I do tego dźwięk – ‚złaź’, albo cokolwiek przyjdzie. I tak 100 razy dziennie. Nie znam osoby, dla której to ćwiczenie byłoby niepotrzebne. Albo uwolni klatkę, albo mostek, albo odblokuje łopatki, albo pójdzie w stronę rozładowania smutku. Jest wspaniałym ćwiczeniem otwierającym, które zaprzecza wzorcowi dzisiejszych czasów. (Marzena garbi się i wtula głowę w ramiona)

I mam wrażenie, że zmierzamy do płaczu…
PŁACZ jest świetny! Jeden z moich nauczycieli zapytany ile razy dziennie trzeba płakać, odpowiedział, że codziennie. Nie masz powodów? Otwórz gazetę, włącz telewizor, posłuchaj ludzi, znajdziesz co najmniej dziesięć powodów do płaczu.
Jednocześnie pamiętajmy, że płacz jest kulturowo bardzo zblokowany.

W Nowej Zelandii masowałam dwudziestokilkuletniego Maorysa. Chłop na schwał, tatuaże na ciele. Podczas masażu, przy pięknej lirycznej muzyce, płakał jak dziecko. Powiedział mi potem, że gdyby nie potrafił płakać, w jego kulturze znaczyłoby, że nie jest prawdziwym mężczyzną.
To właściwie najpiękniejsza recepta jaką można by wypisać pacjentowi: płacz jak dziecko, czyli spontanicznie, ze łzami, z glutami z nosa, z dźwiękiem, trzęsącym się brzuchem i brodą. Przez 10, 15 minut płacze całe ciało. I potem przychodzi spokój, w ciele pojawia się inna jakość.

Praktyki, o których mówimy przywołują świadomość do ciała. Z doświadczenia masażystki wiem, że wielu ludzi po nawiązaniu kontaktu z ciałem jest nim rozczarowanych.
No tak. Tu mnie coś boli, tu mam blokadę, tu coś mam. Ciało staje się wrogim obiektem. Nie jesteśmy jedną drużyną. Ciało upierdliwie przeszkadza mi świetnie grać w tenisa, być jeszcze ładniejszą.
Warto wtedy sobie uświadomić, że nawet z najpiękniejszym duchem, najczystszym sercem i najbystrzejszym umysłem, bez ciała nas nie ma.

I to jeden z powodów, dla których warto jest zmienić stosunek do swojego ciała. Jednego z klientów po sesji MA-URI poprosiłam, żeby zadbał o swoje ciało. Odpowiedział, że przecież chodzi na siłownię, na tenisa.
On dba, by ciało mu dobrze służyło. Czyli ma ze swoim ciałem relację podrzędną, roszczeniową. W dzisiejszych czasach to bardzo często spotykana postawa. Trudne czasy dla ciała i ludzi, którzy mają być piękni, gładcy i lśniący.
A zadbaj o ciało, to znaczy zadbaj o siebie. Tak jak dbasz o swoje umiejętności, inteligencję, relacje z ludźmi, tak zadbaj o relacje z ciałem.

Czyli konkretnie jak?
Chodzi o kontakt z ciałem. Czy wiesz co twoje ciało lubi? Czy lubi być drapane po plecach? A może lubi się długo kąpać? A może lubi się zmęczyć, aż sapie? A może lubi głaskanie po włosach? Chodzi o to, żeby fizycznie, cieleśnie rozpoznać co lubi moje ciało i zacząć po to sięgać. To bardzo dobry sposób na kontakt, na budowanie relacji z ciałem. Rozpoznać, poprosić i sięgnąć.

Czy wszystkie sposoby ożywiania ciała są wskazane dla wszystkich?
W bioenergetyce Lowena wyróżnia się pięć głównych typów charakterów: schizoidalny, oralny, narcystyczny, masochistyczny i sztywny. Każdy z nich w sposób szczególny kształtuje ciało. I w ten sposób możemy wyodrębnić typy zawieszenia emocji, czyli swoistą reakcję ciała na przeżycia człowieka. Ale dla każdego typu wymienione wyżej sposoby będą dobre i bezpieczne.

A czy poszczególne typy mogą również robić jakieś dodatkowe ćwiczenia tylko dla siebie?
Zwykle jesteśmy mieszanką różnych typów, choć często jeden z nich w danym okresie dominuje. Wpływa to na nasze życie począwszy od wyglądu, poprzez możliwości ekspresji aż po szczególne objawy chorobowe. Podam podstawowe informacje na ich temat wraz z przykładowymi ćwiczeniami. Proszę spróbować.

WIESZAK charakteryzuje się uniesionymi barkami i wysuniętą ku przodowi głową. Takie ustawienie pokazuje stałą gotowość na przyjęcie ataku, ale też brak możliwości poczucia się bezpiecznie. Osoba często nie jest świadoma, że ma tak właśnie ustawione ramiona. Bywa, że nie jest również w kontakcie ze swym lękiem. Jeśli zapytamy czy może puścić  barki często usłyszymy ‚Ale przecież ja nic nie trzymam!’

Ćwiczenie. Dobrą praktyką dla takiego zawieszenia jest uderzanie w materac dłońmi lub pięściami. Warto również spróbować powiedzieć ‚bałem się, bardzo się bałem’ sprawdzając co to zdanie spowoduje w naszym czuciu czy myśleniu.

HAK NA MIĘSO. W tym typie znajdziemy zgrubienie w miejscu przejścia karku w plecy, rodzaj garba jak często opisują pacjenci. Zwykle ten rodzaj zawieszenia pokazuje nam, że osoba nie mogła przeżywać złości, jakby nie było miejsca na jej gniew. W zamian preferowanym prze opiekuna zachowaniem była uległość i bycie grzecznym.

Ćwiczeniem, które jest w stanie przynieść trochę swobody w tym obszarze będzie naprzemienny ruch łokci do tyłu jakbyśmy kogoś z tyłu chcieli uderzyć łokciem. Koniecznie trzeba dodać ekspresję słowną. Dobrym słowem będzie: ‚wystarczy lub ‚dosyć’.

STRYCZEK. To co  zobaczymy w tym typie zawieszenia to lekko przechyloną głowę. Niezależnie od sytuacji, świadomości osoby głowa zawsze będzie odchylać się w określonym kierunku, jakby oddzielając się od reszty ciała. Powstaje wrażenie jakby ciało i głowa osoby stanowiły dwa rozdzielne światy.

Ćwiczeniem dobrym będzie takie, które pozwoli przywrócić połączenie między głową a ciałem. Leżąc na łóżku można zacząć kręcić luźno głową, mówiąc ‚niiieee’, z czasem dodając uderzenia rąk w materac i kopanie.
PIEDESTAŁ. W tym typie zawieszenia mamy wrażenie jakby ciało zostało przepołowione  na wysokości pasa. Górna część ciała jest żywa i w kontakcie. Dolna zdaje się być sztywna i nieruchoma, dająca jedynie podparcie górze. Miednica została zamrożona, energia wycofana.

Ćwiczenia, które będą dobre to wszystkie te, które przywrócą żywotność w dole ciała, a z czasem pozwolą przywrócić połączenie między dołem a górą. Świetne do tego będzie kopanie prostymi nogami w materac. Albo przy nogach zgiętych podrzucanie miednicy do góry, przy leżeniu na materacu.

 

*Marzena Barszcz – fizjoterapeutką, masażystką, terapeutka manualną. Obecnie kończy w Stanach Zjednoczonych szkolenie na terapeutkę bioenergetyki Lowena na Florida Society for Bioenergetic Analysis. Więcej o Marzenie i jej pracy na stronie www.psychoterapiaprzezcialo.pl

Rysunki pochodzą z książki Andrzeja RakowskiegoTerapia manualna holistyczna„.

Posted on 7 listopada 2012. http://www.mam-cialo.pl/rozmowy/wzdychac-kazdy-moze/

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Etiam faucibus molestie facilisis.

[contact-form-7 id="4" title="Contact form 1"]