„Jeżeli będziesz mógł się rozluźnić na stołku, będzie to dla Ciebie jak doświadczenie medytacji z ciałem.

Kiedy tak będzie, stołek będzie pracował dla Ciebie”

A. Lowen


15271785_1189167547786470_706217507660595013_o

Stołek jest jednym z podstawowych narzędzi pracy w Analizie Bioenergetycznej. Niezmiennie wywołuje całą gamę skojarzeń, od „krzesła tortur”, przez „uzyskania pełniejszego dostępu do żywotności”, po „poczucie swojego pancerza”, czy w końcu „odzyskanie oddechu”. Jak nie trudno się domyśleć praktyka na stołku otwiera też bardzo różne odczucia. Od zachwytów, ulgi, przestrzeni w sobie, po ból, poczucie złamania, czy odcięcia, aż do lęku i przerażenia.
Ja lubię stołek i jako pacjent, i jako terapeuta. To część mojej codziennej praktyki i doskonały przyjaciel dla mojego opancerzenia. Niezależnie od mojej sympatii do stołka, widzę to narzędzie jako mocne, torujące głęboką pracę, frustrujące napięcia, otwierające pragnienia i uświadamiające ograniczenia.
Stołek nie właściwie użyty może być jak nóż. Ale czy to znaczy, że mamy zrezygnować z noża krojąc chleb? Nie! Ten tekst ma posłużyć zrozumieniu tego, jak używamy stołka, kiedy go używamy i czego na pewno na nim nie robimy- zwłaszcza sami!

JAK TO SIĘ STAŁO?

Lowen pracując przy biurku czuł narastające napięcie i zmęczenie. Co jakiś czas spontaniczne odginał się na poręczy krzesła, wyciągając ręce w górę. Dawało mu tu uczucie ulgi, pogłębienie oddechu, puszczenie sztywności i oczywiście możliwość dalszej pracy. Pewnego dnia (jak to na twórcę metody przystało) pomyślał: dlaczego nie dać sobie tego więcej, skoro ciało, tak bardzo na ten ruch odpowiada. Użył stołka kuchennego, zrolował ciasno koce i … został na dłużej. ODDYCHAJĄC. Oczywiście doświadczenie własne wkrótce wprowadził do pracy z pacjentem. To co miało być „tylko” rozluźnianiem sztywności i przywracaniem pełniejszego oddechu, stało się jedną z głębszych praktyk bioenergetycznych.

JAK TO DZIAŁA?

Z poziomu fizycznego stołek z jednej strony frustruje napięcia w odcinku piersiowym kręgosłupa (klasyczne ułożenie), stymulując taśmę: piersiową, przeponową i brzuszną (równocześnie wpływając na miedniczą). To ułożenie wprost dotyka przeciążeniowego ustawienia pleców do tzw. pleców okrągłych. Z drugiej strony klatka piersiowa, brzuch, gardło jest otwarte, angażując przeponę, mięśnie między żebrowe i mostek do pełniejszej pracy. Zwykle samo ułożenie dotyka naszych blokad i sztywności, i nie jest przyjemne. Zaczynamy głębiej oddychać, wydajemy dźwięki w odpowiedzi na to, co czujemy i w efekcie zapewniamy organizmowi większy dostęp tlenu i za tym idącej żywotności.
Można by tu postawić kropkę. To dość powodów, by włączyć sobie leżenie na stołku w codzienność.
Ale stołek to o wiele więcej. To otwarcie dostępu do świadomości czuciowej dla pacjenta: „jak bardzo jestem po segmentowany (po odcinany)”. To często rozpoznanie znajomego stanu „przetrwalnikowego” w zamieraniu, czy wstrzymaniu oddechu. To dostęp do lęków zapisanych w ciele oraz zamrożeń. To możliwość doświadczenia rodzącego się poruszenia wewnątrz ciała, z równoczesnym odczuciem zatrzymania go w ciele, niezależnie od woli.
Leżenie na stołku to bardzo otwierająca pozycja, dająca kontakt z uczuciami zależności i bezbronności. Wprost mamy dostęp do naszych zranień, a właściwie szczęśliwie do powstałych w odpowiedzi fizycznych obron, którymi zabezpieczyliśmy się na przyszłość. Jednym jest powiedzieć „mam zamknięte serce”, a czymś innym jest poczuć tarczę na klatce piersiowej, która zatrzymuje jakiekolwiek poruszenia do środka i na zewnątrz. Czymś innym jest poczuć, że nawet chcąc wziąć więcej powietrza, nie jestem w stanie, niż wiedzieć o sobie, że płytko oddycham.
Praca na stołku jest więc szansą na przywracanie czucia w ciele, ale też łączności między tym, co zatrzymane (zablokowane, zamrożone), a przez to niedostępne do świadomego zajęcia się i zrozumienia. Dopuszczając co raz więcej czucia i nadając mu znaczenie, odbudowujemy ciągłość między ciałem, a Ja. Z czasem uruchomi to odpowiedź ciała w postaci wibracji, która kawałek po kawałku toruje napięcia i blokady, dając dostęp do żywotności. Dalsza praca nad zwiększaniem tolerancji na własną witalność, wpuszczaniem wibracji, co raz głębiej, poddawaniu się temu, co przychodzi w trakcie, jest jednym z podstawowych filarów bioenergetyki.
Przychodzi też dzień na stołku, kiedy po prostu uznajemy własną miękkość, własne potrzeby i za tym idącą podatność na zranienia. To wszystko dzieje się w oparciu o własne nogi, w kontakcie z ziemią. W moim poczuciu, to jest siła tej praktyki: stan otwartości i zależności w pełnym uziemieniu. Kiedy dodamy do tego relację terapeutyczną mamy komplet.

ODDECH

Podstawowym celem stołka jest przywrócenie pełniejszego oddechu, ale co ważne bez udziału wysiłku i woli. To trochę zaskakujące, bo zapewne większość z nas ma doświadczenie, że kiedy kładziemy się na stołku to nas zatyka, kłuje i spłyca nam się oddech. Ale okazuje się, że kiedy puścimy wstępne napięcie, zwykle możemy zostać dłużej i zaczynamy oddychać głębiej- spontanicznie.

JAK ZACZĄĆ?

Kładziemy się na stołku, tak by wałek podpierał górną część pleców (wysokość sutków). Miednica jest puszczona, pośladki rozluźnione. Głowę trzymamy w rękach. Pełne stopy opierają się o ziemię. ODDYCHAMY. 5 WYDŁUŻONYCH WYDECHÓW Z DŹWIĘKIEM. To wszystko. I aż tyle. Ta praktyka będzie rozluźniała plecy, pogłębiała oddech i zostawi przyjemne poszerzenie w klatce piersiowej.
Jeżeli przez kilka pierwszych dni poczuliście się Państwo swobodnie, zostajemy na 10 wydechów, z czasem 15, ciało zacznie odpowiadać wibracją. Z czasem mogę przyjść uczucia: smutek, lęk, oszołomienie. Jeśli smutek, to warto płakać. Jeśli jednak zostajecie Państwo z osamotnieniem, przytłaczającym lękiem, czy innymi uczuciami, to znak do rozpoczęcia pracy w terapii.
Każde bycie na stołku, kończymy UZIEMIENIEM.

KIEDY SCHODZIMY ZE STOŁKA? (praca samodzielna):

– kiedy nie można oddychać (obojętne z bólu, lęków czy zawrotów).
– gdy pojawia się ból opasujący po żebrach, promieniujący do nogi, ręki.
– inny rodzaj bólu, który w reakcji obronnej napina.
– zawroty głowy, mdłości.
– poczucie przytłoczenia uczuciami.
– lęk, atak panik, rozpacz, wściekłość.
– poczucie zapadania, utraty ciała.
– drętwienia ogarniające duży obszar ciała.
– poczucie samotności lub izolacji.
– nie oswojenie z poziomem wibracji.

ŻYWOTNOŚĆ

Regularna praca na stołku zwiększy przepływ w ciele. Wibracja będzie obejmowała, co raz szerszy obszar ciała, wchodziła głębiej, powoli rozpuszczając bloki i łącząc dotąd posegmentowane części ciała ze sobą. To jeden z bardziej poruszających momentów, kiedy zaczynamy odczuwać drżenie w częściach opuszczonych, czy zmrożonych. Kiedy zaczynamy czuć skrzydła kolibra w podbrzuszu, czy falę wibracji poruszających klatkę i wchodzących w gardło.

EKSPRESJA

Na stołku z zasady dużo się czuje; nawet nie czując mamy dostęp do tego, jak bardzo jesteśmy „przytrzymani” i to w nas coś wywoła. Dźwięk w trakcie, kiedy praktykujemy jest naszym najważniejszym towarzyszem, tak jak oddech przewodnikiem. Idąc z oddechem i wspierając się dźwiękiem, który z nas chce się wydostać, torujemy drogę do żywotności, a z czasem do integracji.

RAZEM CZY OSOBNO?

Stołek jest znakomitym narzędziem do pracy własnej w domu nad oddechem, elastycznością i dostępem do żywotności. Kiedy zaczynacie Państwo czuć, że uzyskujecie dostęp do uczuć, które przytłaczają, czy wręcz mogłyby zalać, to czas, by sięgnąć po pomoc. W moim poczuciu nie samo otwieranie zatrzymanych uczuć dociąża, a bardziej fakt, że ponownie jesteśmy z tym sami.
Oczywiście wszelkie dyskomforty fizyczne, specyficzne objawy są, jak najbardziej do konsultacji w pracy terapeutycznej.

W GABINECIE.
ZALEŻNOŚĆ I RELACJA.

Pozycja na stołku z otwartym brzuchem i klatką piersiową, z jednoczesnym odczuwaniem dyskomfortu, w towarzyszeniu psychoterapeuty, to bardzo głębokie doświadczenie odsłonięcia, bezbronności, a w efekcie zależności.
Do chodzi się do tych momentów stopniowo. Oswajając ciało z oddechem i tym, co on wywoła, ucząc się pomieszczania siebie bardziej żywotnego i przyjmowania uczuć, które to ożywianie otworzy.
Dla Lowena głównym celem było przywrócenie czucia ciału, możliwość wyrażania tego, co zatrzymane, a przez to lepszy dostęp do żywotności. Z czasem praca na stołku została rozwinięta o aspekty przeniesieniowo- przeciwprzeniesieniowe. Len Carlino, wybitny psychoterapeuta i wieloletni współpracownik Lowena rozwinął ten obszar, otwierając pełniej wymiar skierowany do praktyki terapeutycznej na stołku. Można by powiedzieć, że przywrócenie żywotności ciału, stanowi podwalinę pod doświadczanie relacji pacjenta z ciałem i dalej do pracy nad relacjami szeroko rozumianymi. Ta regresywna pozycja, w której zostajemy na własnych nogach, z oparciem i w towarzyszeniu psychoterapeuty, staje się „doświadczeniem- mostem” ze świata uczuć z przeszłości, zalewających i w efekcie zatrzymanych, do świata dziś, gdzie powstał aktywny kontener w postaci własnego ciała i relacji terapeutycznej, który pozwala transformować dociążające wzorce obronne.

JEŚLI NIE STOŁEK TO…? PIŁKA!

Z różnych względów stołek może być dla nas niedostępny. Wtedy wielka piłka będzie jak znalazł. Do oddychania, bujania, zmiękczania i otwarcia!

STOŁEK MOŻE I Z CZASEM STANIE SIĘ PRZYJEMNY!

Dobrego praktykowania!

Marzena Barszcz,

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Etiam faucibus molestie facilisis.

[contact-form-7 id="4" title="Contact form 1"]