artCZY NAPRAWCZE ZASOBY SERCA SĄ NIEWYCZERPALNE?

(ślady zranień serca w ciele – refleksje)

Bardzo chciałbym na to pytanie odpowiedzieć: TAK.
Ale uczciwiej będzie powiedzieć „miejmy nadzieję”.
Czy pojemność naszego serca jest ograniczona? Czy powstałe rany mogą się trwale zagoić? Czy zdolność do otwierania się i angażowania jest nieskończona?
Jakkolwiek nośne zdania: „co nas nie zabije, to nas w wzmocni”, albo „tylko takie doświadczenie nam są dane, które jesteśmy w stanie unieść” brzmią świetnie, jednak rzeczywistość jest taka, że byli wśród nas tacy, którym zabrakło pojemności, zabrakło nadziei, czasem też zabrakło pomocy z zewnątrz. Ich serca nie były w stanie pozostać dłużej żywe.
Tak naprawdę nie wiemy, jakie jest cierpienie drugiej osoby, ani jakie są jej zasoby, czy też historia. Nie wiemy, ile SERCE osoby obok nas niesie.
Każdego dnia jestem pod wrażeniem kruchości i siły naszych serc. Jasne jest dla mnie, że możliwość dialogu z własnym sercem, jest jedną z ważniejszych rozmów jakie odbywamy ze sobą samym.
Jak ma się moje serce, czego potrzebuje, czy chce się otworzyć, kiedy potrzebuje ochrony i w końcu jak ma się zemną? Mieć serce dla własnego serca… .

CO POZWALA MIEĆ NADZIEJĘ?
Dopóki mam ciało, mam siebie. Mieć ciało oznacza dla mnie być ciałem, a więc być żywym. Tak samo jak ja mam ciało, tak ono ma mnie. Znak równości. Niezależnie od tego jak duży jest ładunek bólu, jak wielka jest rana, dopóki mogę zostać w kontakcie ze sobą, oddychać, być przy sobie niezależnie, co czuję, wyrażać, zapraszać i poddawać się wibracjom, dopóty jestem po stronie życia.

• ŻYWOTNOŚĆ JEST ZAWSZE PRZECIWWAGĄ WOBEC BÓLU. Oczywiście, kiedy nie zamrażam, a dopuszczam życie do tkanek, poruszając się, a nie zamierając, wyrażając, a nie łykając, dopuszczam też odczucie tego wszystkiego, co mnie boli. Ale ból przeżyty, to ten który może odejść pozwalając na zabliźnienie się ran. Im bardziej możemy czuć siebie w sobie, im bardziej możemy pozostawać żywi i pozwalać na przepływ uczuć, tym większe mamy szanse na proces gojenia i powrotu do zdrowia.

• ZNAJOMOŚĆ WŁASNYCH RAN to dojrzałość, która pozwala na uświadomienie, jakie są moje rany i przyjęcie ich. Kiedy je znam, mam możliwość wyboru, mam też szansę ochrony siebie, kiedy wiem, że jestem w strefie zagrożonej ponownym zranieniem.

• UZNANIE HISTORII MOJEGO SERCA, z tym wszystkim czego doświadczyło, jakie miało to na mnie wpływ i zaakceptowanie tego: „To jestem ja, taką mam wrażliwość, z tym wychodzę do świata”. Uszanowania historii, którą niosę w sobie, pozwala innym również ją szanować.

• TKLIWOŚĆ/ TWARDOŚĆ BLIZN, kiedy wiem, gdzie mam swoje nadwrażliwości, gdzie skóra jest cieniutka, mam szansę nie dopuszczać, by była naciągana i narażona na ponowne otwarcie rany. Ale kiedy moje blizny to bliznowce, twarde i przerośnięte mogę je uelastyczniać, czy stymulować patrząc jak reagują.

• GRANICE- OCHRONA SERCA, otwierajmy serce wtedy, kiedy umiemy o nie zadbać, w porę się wycofać, a jeśli zajdzie taka potrzeba ochronić. To bardzo podstawowa praca w bioenergetyce, rozwijana nie tylko w sferze granic psychicznych, ale dosłownie ucieleśniana. Ciało daje szansę na budowę realnych, adekwatnych granic. Świadome, obecne granice, to bezpieczne serce.

• POWTÓRZENIE jest podstawową dynamiką człowieka. Odtwarzamy to, co znamy, nawet jeśli nas to niszczyło wcześniej. Zakochanie nie stanowi tu wyjątku. Wręcz przeciwnie, ta nerwica przeniesieniowa (jak nazywał ten stan Freud), gwarantuje nam przywołanie naszych ran, głodów, nadziei i frustracji. Zdolność do oglądu, w co się angażuję, dlaczego czemuś/komuś nie mogę odmówić, choć czuję, że już palą mi się skrzydła, jest podstawową umiejętnością w służbie serca.

• KIEDY ZASÓB BĘDZIE WIĘKSZY NIŻ DEFICYT nasze serce jest wtedy wystarczająco zaopiekowane, można by powiedzieć uziemione w żywym ciele na tyle, by w wypadku zawodu, była to rysa, a nie złamanie. A nawet jeśli ono się wydarzy, czas leczenia jest po prostu krótszy.

Ta piękna animacja, wymownie pokazuje proces naprawczy: od złamanego serca, przez opłakanie strat i bólu, po zasklepienie rany, która zostaje włączona w żywe tkanki, dając szansę na zrost.
Niech nasze serca mają oparcie w nas: żywych i czujących, nie tylko w czasach burz, a wtedy proces gojenia może naturalnie przebiegać, pozwalając na powstanie blizny.

Każdy z artykułów kończył się częścią praktyczną. Wszystko, co będzie zwiększało Państwa pojemność na własną żywotność, możliwość wyrażania siebie i zostawania przy sobie, niezależnie, co się dzieje, będzie zasobem pozwalającym przeżyć czas zimy.
I oczywiście płacz! Rany wymagają opłakania. A blizny domagają się pytania: „dlaczego”, wyrażanego z całym spektrum uczuć jakie niesie ze sobą to pytanie.

Marzena Barszcz.

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Etiam faucibus molestie facilisis.

[contact-form-7 id="4" title="Contact form 1"]